Wyjazd zespołu H20 na Maltę został zorganizowany w trybie bardzo przyspieszonym. Gdy w połowie sierpnia dowiedzieliśmy się, że jedziemy na workation, nie spodziewaliśmy się, że już nieco ponad miesiąc później będziemy (prawie) wszyscy pracować w otoczeniu żółtych domków wyspy Gozo.

Organizację rozpoczęliśmy od wyboru terminu oraz miejsca docelowego. Z uwagi na fakt, że część naszego zespołu stanowią studenci, wybór padł na ostatni tydzień września. Na początku rozważaliśmy piękny region Toskanii we Włoszech, jednak ze względu na trudności w znalezieniu lotu w tym terminie (zależało nam, aby wylot był z Wrocławia) musieliśmy zrezygnować z tego pomysłu. Ostatecznie wybór padł na Maltę. Jedna z linii lotniczych oferowała przeloty z Wrocławia w dogodnym dla nas terminie, więc zabukowaliśmy bilety dla 9 osób i rozpoczęliśmy fazę II – poszukiwania miejsca do pracy i noclegu zarazem.

Co nas pozytywnie zaskoczyło, to fakt, że wcale nie trudno jest znaleźć odpowiednie lokum dla 9 osób z miejscem do pracy. Zależało nam również na tarasie bądź balkonie, żeby móc zaczerpnąć świeżego powietrza w przerwie od wpatrywania się w ekran laptopa. Najatrakcyjniejszą dla nas ofertą okazała się willa dla 10 osób na wyspie Gozo (wyspa należąca do Malty) z tarasem i basenem oraz długim stołem, przy którym moglibyśmy pracować. Brzmiało pięknie! Dokonaliśmy więc rezerwacji – II faza zakończona.

Pozostało zorganizowanie drobniejszych, ale równie ważnych aspektów – ubezpieczenie dla wszystkich, wynajem samochodu, adaptery do gniazdek (na wyspie znajdują się gniazdka angielskie), prom z Malty na Gozo itd. Ostatecznie wszystko udało się dopiąć przed terminem wylotu – lecimy więc!

23 września wszyscy stawiliśmy się odpowiednio wcześniej na lotnisku we Wrocławiu, aby odprawić bagaż, przejść kontrolę bezpieczeństwa oraz czekać na wylot, który zaplanowany był na godzinę 21:00. Niestety, nie obyło się bez godzinnego opóźnienia, jednak w końcu po godz. 22.00 opuszczaliśmy deszczowy Wrocław na pokładzie samolotu. Na lotnisku Luqa na Malcie wylądowaliśmy ok 1:00 w nocy i jak najszybciej, po odebraniu bagażu, udaliśmy się w kierunku punktu obsługi wypożyczalni samochodów, gdzie mieliśmy rezerwację na 9-osobowego busa. W związku z tym, że prom na Gozo odpływał o godz. 2:30, a kolejny dopiero o 4:00, nastąpił wyścig z czasem – 30 km i godzina do promu. Z lewostronnym ruchem na Malcie zmierzył się Jacek, i to on był naszym pierwszym kierowcą. Ostatecznie wjechaliśmy na prom dokładnie 3 minuty przed jego odpłynięciem. Uff!

Około godziny 3:00 w nocy znaleźliśmy się w końcu w naszym domku, który – na szczęście – okazał się być zgodny z opisem i zdjęciami zamieszczonymi w ofercie. Malta przywitała nas gorącą temperaturą, więc kilka osób skorzystało z udogodnień naszego domku i od razu po przyjeździe wskoczyło do basenu. Po ulokowaniu się w pokojach postanowiliśmy wykorzystać kilka godzin snu, które nam pozostały, aby rano być gotowym do pracy – w końcu poniedziałek.

Rano każdy znalazł dla siebie wygodne miejsce do pracy – jedni przy stole, inni na kanapie, jeszcze inni na tarasie przy basenie. Ostatnia opcja, z uwagi na wysoką temperaturę pierwszego dnia, nie była często wybierana, w kolejnych dniach jednak, gdy temperatura spadła do ok. 20 stopni, przesiadywanie na zewnątrz było znacznie przyjemniejsze.

Schemat dnia wyklarował się na samym początku. Rozpoczynaliśmy pracę w godzinach 8:00-9:00, a kończyliśmy między 16:00 a 17:00, więc bez zmian w stosunku do naszego normalnego dnia w biurze. Dużym plusem był dla nas fakt, że wystarczyło wyjść z pokoju i zejść piętro bądź dwa niżej, by być już w pracy, bez straty czasu na dojazd do siedziby firmy. Znacznie sprawniej przebiegały również wszelkie rozmowy, gdy wszyscy byliśmy przez cały czas na miejscu – wystarczyło przejść kilka kroków, lub wychylić się zza komputera, żeby porozmawiać na temat zadania. Mimo że spotykamy się całym zespołem w firmie przynajmniej 2 razy w tygodniu, w pozostałe dni duża część korzysta z pracy zdalnej, w przypadku której komunikacja jest niestety utrudniona.

Nasza willa posiadała całkiem dobrze wyposażoną kuchnię, więc śniadania jadaliśmy na miejscu. Kilka razy przygotowaliśmy również wspólnie obiad, którym raczyliśmy się na tarasie, częściej jednak korzystaliśmy z ofert lokalnych restauracji. Po pracy planowaliśmy zwiedzanie kolejnych zakątków wyspy. W trakcie całego tygodnia zobaczyliśmy m.in. piękną zatokę Xlendi oraz miejsce, w którym w zeszłym roku zawaliło się słynne Azure Window. W tym drugim udało nam się nawet wynająć łódkę, z której mogliśmy podziwiać klify i liczne jaskinie o zachodzie słońca. W Xlendi natomiast każdy z nas bez cienia zastanowienia poleci restaurację The Boat House, gdzie mieliśmy możliwość spróbowania świeżych i świetnie przyrządzonych owoców morza (i nie tylko) oraz lokalnego wina. Pyszne jedzenie, bardzo miła obsługa i piękny widok na zatokę zachęciły nas do ponownego odwiedzenia tego miejsca w ostatnim dniu naszego pobytu.

Weekend przyniósł nam dużo słońca, którego czasami brakowało w ciągu tygodnia. Sobotę początkowo planowaliśmy spędzić na głównej wyspie Malty, jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się pojechać do portu Mgarr i tam wynająć motorówkę, którą Pan Kapitan zabrał nas w rejs dookoła małej wyspy Comino, znajdującej się pomiędzy Maltą i Gozo. W trakcie 2,5-godzinnego rejsu zobaczyliśmy piękne zatoki z niesamowicie lazurową wodą – Blue Lagoon oraz Crystal Lagoon, gdzie skorzystaliśmy z okazji i wskoczyliśmy do wody, żeby popływać i ponurkować.

Ostatniego dnia, czyli w dzień naszego wylotu do Polski, wstaliśmy nieco wcześniej, spakowaliśmy się i już ok godz. 10:00 wyjechaliśmy w kierunku portu. Lot mieliśmy zaplanowany na godz. 18:00, więc zostało nam kilka godzin, w trakcie których zwiedziliśmy część stolicy Malty – Valettę. Z racji ograniczonego czasu postanowiliśmy się rozdzielić i każdy korzystał z uroków miasta według własnych upodobań.

Chyba każdy z nas zgodzi się ze stwierdzeniem, że wyjazd na workation pozwolił nam lepiej poznać się jako zespół i zintegrować. Oprócz czasu spędzonego na pracy przebywaliśmy ze sobą również w czasie wolnym, na co nie mamy szans w codziennych okolicznościach. Razem przygotowywaliśmy posiłki, planowaliśmy wycieczki, robiliśmy zakupy, zwiedzaliśmy Gozo.  Była to najlepsza okazja do tego, żeby każdy mógł poznać lepiej swoich współpracowników, co bardzo pozytywnie przełożyło się na atmosferę w pracy. Wieczorami spędzaliśmy czas na rozmowach o życiu prywatnym, żartach, ale także dyskusjach na temat pracy, zespołu, możliwych usprawnień, i co możemy zrobić, żeby wszystkim nam żyło się w H20 jak najlepiej.