Zeszłoroczna edycja Boiling Frogs okazała się strzałem w dziesiątkę: ciekawe tematy, trzy ścieżki tematyczne….

Nie każdy się jednak załapał i, podobnie jak ja, musiał czekać na kolejną edycję. Ta z kolei została zorganizowana z dużo większym rozmachem. Podwojona liczba uczestników (do 1000 osób), Centrum Kongresowe przy Hali Stulecia, rozpoznawalne w branży nazwiska – fakty mówią same za siebie. Na szczęście liczba ścieżek pozostała ta sama.

Najważniejsze w Boiling Frogs jest to, że nie ma znaczenia, w jakim języku kodujesz –  jest to konferencja interdyscyplinarna.

Konferencja rozpoczęła się w Audytorium. Kilka informacji organizacyjnych i można było zaczynać.

Na wstępie Tomasz Kaczmarzyk przypomniał historię o podgotowywanej żabie, która stała się inspiracją dla powstania konferencji, którą współorganizuje wspólnie z klastrem ITCorner. Zostało naukowo udowodnione, że podgrzewana żaba raczej wyskoczy z naczynia, niż w nim zginie. Dodatkowo doczytałem, że wrzucona do wrzątku raczej już z niego nie wyskoczy… Ale mniejsza o to. Chodzi o morał tej historii. W tym momencie powinienem chyba dopisać: Nie próbujcie robić tego w domu 😉

Po zapoznaniu się z agendą (warto było to zrobić przed rozpoczęciem konferencji) stwierdziłem, że tak naprawdę chciałbym usłyszeć większość wykładów. Na szczęście organizatorzy obiecali, że na stronie www znajdą się nagrania wszystkich prelekcji.

Na pierwszy ogień wybrałem wykład Tomasza Dubikowskiego, którego miałem okazję już wcześniej słuchać. Tłem jego prezentacji „Level-up your culture” była gra komputerowa, w której gracz przechodząc przez kolejne poziomy zdobywał wiedzę o mechanizmach funkcjonowania firmy. Na jednym z leveli omawiany był sposób rekrutacji Tech/Team Leadera do zespołu programistycznego. Jednym z jej etapów było spotkanie kandydata z developerami, których opinia była brana pod uwagę w końcowej ocenie. Inną ciekawostką zaprezentowaną przez Tomka był opis zaznajamiania zespołu z procesem biznesowym, przy którym pracują. Ludzie w jego organizacji (min. developerzy), przejmują na krótki czas obowiązki pracowników procesu biznesowego (kierowców, pracowników magazynu, kontrolerów itp.).

„POWIEDZ MI, TO ZAPOMNĘ.

NAUCZ MNIE, TO MOŻE ZAPAMIĘTAM.

ZAANGAŻUJ MNIE, TO SIĘ NAUCZĘ.”

~ BENJAMIN FRANKLIN

W myśl przytoczonego przez Tomka cytatu osoby te twierdzą, że po takiej zamianie ich zaangażowanie w działanie firmy oraz zrozumienie całego procesu biznesowego jest większe.

Na następnym wykładzie: “Utrzymywalne oprogramowanie” usłyszałem, że: “Utrzymywanie projektów informatycznych to duże wyzwanie proporcjonalne do wielkości projektu, długości jego życia i tempa wprowadzania nowych funkcjonalności.” Omówionych zostało kilka przykładów, jak również został postawiony nacisk na posiadanie aktualnej dokumentacji.

Wśród omawianych na konferencji tematów nie mogło zabraknąć popularnych ostatnio mikroserwisów. W kontekście projektu, przy którym pracuję, zapowiedź prezentacji Jakuba Kudryńskiego wydała mi się nader interesująca. Poza suchymi faktami pojawiły się liczby w odniesieniu do Netflixa oraz Facebook’a. Przedstawionych zostało kilka podejść do określania wielkości mikroserwisu.

Prowadzący podkreślił, że stosowanie tej architektury pociąga za sobą wiele konsekwencji, m.in.:

  • potrzeba większego nakładu pracy aby utrzymać SLA na zadowalającym klienta poziomie,
  • zwiększenie kosztów związanych z utrzymaniem aplikacji.

Szczerze zachęcam do obejrzenia materiału wideo (w momencie pisania tego tekstu na stronie nie było jeszcze nagrań).

W trakcie przerwy obiadowej w każdej z konferencyjnych sal odbywały się 15-minutowe lightning talki.

Po obiedzie wziąłem udział w prelekcji “Jak zwiększyć wartość testów jednostkowych”. Chłopaki z RST na przykładach pokazywali pułapki, w które możemy wpaść, pisząc Unit Testy. Opowiedzieli również o różnicach między pisaniem testów przed i po implementacji.

“Bezpieczne programowanie – świat pełen błędów” Borysa Łąckiego to ciekawa kompilacja efektów braku dołożenia starań w zapewnienie bezpieczeństwa swoim produktom. Pojawiały się zhackowane telewizory, niezabezpieczone żarówki działające w sieci, czujniki ciśnienia kół samochodowych pozwalające otworzyć samochód i wiele innych. Ta prezentacja nie miała żadnego technicznego tła, natomiast miała nam uświadomić, że dbanie o bezpieczeństwo aplikacji w dzisiejszym świecie jest sprawą bardzo skomplikowaną i powinna być traktowana jako priorytet. Tak zwany IoT (Internet of Things) z jednej strony ułatwi nam życie, ale z drugiej może dać niepożądanym osobom dostęp do naszych osobistych informacji.

Łukasz Szydło podczas prezentacji “P&A + DDD + CQRS=00″ podzielił się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami o alternatywach dla najbardziej popularnej 3-warstwowej architektury aplikacji webowych. Dużo naprawdę konkretnej i przystępnie podanej wiedzy. Szkoda, iż prezentacje trwały tylko 45 minut każda.

Godzina 17.35 i ostatnie prelekcje. Mój wybór padł na “Kariera developera. Zostałem seniorem i co dalej?”. Co prawda seniorem (jestem wciąż młody!) jeszcze nie zostałem, ale dobrze wiedzieć, jak to może wyglądać w przyszłości. Michał Gruca opowiedział, co trzeba umieć, w której roli, czym się dany człowiek zajmuje i dlaczego bycie mitycznym liderem nie jest zawsze fajne.

***

Na koniec chciałbym jeszcze napisać o kilku innych pozytywnych aspektach tej konferencji, gdyż nie samą wiedzą żyje człowiek.  

Po pierwsze, Boiling Frogs to okazja do spotkania starych znajomych rozsianych po całej Polsce oraz możliwość wymiany doświadczeń z nowo poznanymi osobami. Po drugie, sponsorzy przygotowali dwa chill roomy. Po wejściu do pierwszego zakręciła mi się łezka w oku. Obok siebie stały działające komputery z lat 80: m.in.: Atarii, Amiga 500, Commodore 64. Wszystkie były dość mocno okupowane i zagranie choćby w Rivers Raid w czasie przerw między prelekcjami graniczyło z cudem. W tym samym pokoju, w przeciwległym kącie można było skorzystać z VR i np. postrzelać z łuku w “HTC Vive Tower Defence” – kolejka była równie długa. Drugi chill room pozwalał na “zrobienie koktajlu” siłą własnych mięśni – i to w dosłownym znaczeniu.

To był udany, ale i wyczerpujący dzień. Zarówno pod względem merytorycznym, jak i organizacyjnym wszystko było dobrze przygotowane. Organizatorzy zapewnili uczestnikom maksymalny komfort udziału w prelekcjach. Podczas przerw kawowych oraz obiadowej ładowaliśmy baterie na kolejne wykłady.

Z chęcią wybiorę się na następną edycję Boiling Frogs. Nie zakładam scenariusza, w którym ta konferencja znika z kalendarza roku 2018. Potrzebujemy takich wydarzeń we Wrocławiu! W moim przypadku założenia konferencji zostały spełnione. Na kilka spraw związanych z wytwarzaniem oprogramowania oraz własnego rozwoju spojrzałem z innej strony. W głowie pojawiło się kilka pytań i kilka postanowień. Ziarno zostało zasiane. Zobaczymy, co wyrośnie 😉

 

 

źródło: fanpage Boiling Frogs