Podróż na miejsce

Na Teneryfę lecieliśmy liniami Ryanair. Lot z Wrocławia trwał ponad 5 godzin. To całkiem długo. Niestety, każdy z nas siedział w innym rzędzie, co nie umiliło podróży. Następnym razem warto wybrać wspólne miejsca – najlepiej przy wyjściu ewakuacyjnym, gdzie jest więcej miejsca na nogi. 🙂 Aby urozmaicić sobie podróż, część z nas miała: Kindle’a do czytania, audiobooki, czy filmy ściągnięte offline z Netflix’a.  Po wylądowaniu pojechaliśmy do wypożyczalni samochodów. Dziewięć osób zapakowało się do dwóch aut – Citroen C3 Cactus oraz Peugot 2008. Oba nie są duże, ale na szczęście bagażniki pomieściły nasze walizy. Potem krótka jazda autostradą połączona z oglądaniem zachodu słońca i byliśmy już na miejscu.

 

 

Hacjenda

Na miejsce przyjechaliśmy, gdy było już ciemno. Dopiero rano mogliśmy lepiej rozejrzeć się po okolicy. Nasz apartament leży na całkiem sporej działce. Jest miejsce na grilla (gazowego), basen, siłownię na świeżym powietrzu (sztanga i hantle). Sam budynek mieszkalny podzielony jest na kilka osobnych apartamentów z aneksem kuchennym, łazienką, sypialnią i pokojem dziennym. Dodatkowo każdy z pokoi ma wyjście na wspólny taras z widokiem na ocean – widok nieziemski, zwłaszcza gdy zaraz obok widzi się strome, wulkaniczne góry. Lokalizacja ma jeszcze jedną zaletę: w nocy całe niebo jest wspaniale rozświetlone gwiazdami! W mieście widać tylko kilka gwiazdek, a tutaj mamy przed oczami całą Drogę Mleczną. Blask gwiazd jest niesamowity.

Ciekawostka: nasz apartament nazywa się Wolfhouse. Okazało się, że nie bez przyczyny –  w nocy faktycznie słychać wycie kojotów!

 

Work and fun

Miejsce biurowe jest wszędzie, bo Internet jest bezprzewodowy i mamy dużo miejsc pracy. Ciężko wybrać pomiędzy leżakiem przy basenie, stolikiem na tarasie, pufie w cieniu, czy dedykowanej sali ze stołami i krzesłami. Jest też ekspres do kawy – niezbędnik każdego programisty. Nasze poranne stand-up’y rozpoczęliśmy – oczywiście – na tarasie, by pokazać naszym kolegom z Anglii, jakie mamy widoki. W przerwach między kodowaniem wskakujemy do basenu, by orzeźwić ciało i umysł. Zmiana czasu (jedna godzina do tyłu w stosunku do czasu polskiego) ma też swoją zaletę – jesteśmy równo z czasem naszego klienta pod Londynem, więc możemy skończyć pracę o 16:00 i pójść na plażę nad oceanem. Ale o tym w następnym wpisie. 🙂

 

 

opisał Paweł Grądziel

Czytaj kolejną część historii