Drugi dzień na wyspie

Zaskoczeniem było dla nas to, że o godzinie 8:00 rano jest tu jeszcze ciemno, mimo takiej samej strefy czasowej jak u naszego klienta w Wielkiej Brytanii. Wieczory natomiast, dzięki temu, że jesteśmy dalej na zachód, są znacznie dłuższe i w październiku o godzinie 20:00 słońce jest całkiem wysoko.

Początek dnia rozpoczęliśmy od kawy i pożywnego śniadania. Środa dla niektórych osób jest dniem długich wideokonferencji, dlatego też musieliśmy podzielić się dostępnym łączem, tak aby nie przeszkadzać sobie nawzajem.

Po pierwszym dniu każdy już znalazł sobie wygodne miejsce do pracy: jedni wolą posiedzieć pod palmą w cieniu, inni natomiast na balkonie lub przy basenie, korzystając przy okazji ze słońca. Dzięki sprzętom, w jakie wyposażyła nas firma, m.in. najnowszemu MacBook’owi, możemy pracować przez długie godziny w ulubionym miejscu, nie zwracając uwagi na poziom naładowania baterii.

 

 

 

Nad oceanem

Po skończonej pracy zdecydowaliśmy, że jedziemy podbijać najbliższe plaże. Mimo że Teneryfa jest stosunkową małą wyspą, to jest jednak trochę górzysta. Widoki podczas podróży samochodem były bardzo malownicze, pomimo dosyć ciemnego krajobrazu. To wyspa wulkaniczna, więc prawie każdy kamień jest w kolorze… czarnym, dlatego nie zdziwiło nas, gdy pierwsza plaża, jaką znaleźliśmy, była w tym właśnie kolorze.

 

 

Nadbrzeże, na które dotarliśmy, było pokryte kamieniami wielkości stopy – z trudem udało nam się wejść do wody. Niestety, niektóre klapki nie przetrwały przechadzki po kamieniach. Po kilkunastu minutach zdecydowaliśmy, że jednak poszukamy bardziej cywilizowanego miejsca. Wystarczyło 10 minut spacerem i trafiliśmy na kawałek piaszczystej – i również czarnej jak smoła – plaży. Tuż obok był zbudowany deptak, na którym opalali się lokalni mieszkańcy. Gdy tylko ujrzeliśmy zejście do wody, zdecydowaliśmy, że zostaniemy tu na dłużej. Był to strzał w dziesiątkę! 😊 Prędko wskoczyliśmy do oceanu, a dzięki maskom do snorkelingu mogliśmy podziwiać podwodną faunę i florę.

Udało nam się zabrać małą kamerkę sportową z wodoodporną obudową i dzięki temu możemy się podzielić z Wami tym, co udało nam się zobaczyć.

 

 

 

Jak wiadomo, po kilku chwilach w wodzie człowiek zaczyna być głodny, dlatego wstąpiliśmy do restauracji, by spróbować lokalnych przystawek – tapas. Jest to jeden ze specjałów tutejszej kuchni. Występuje w kilku rodzajach, ale najpopularniejsze są przepyszna sałatka ziemniaczana i tapas z tuńczykiem.

Jutro po pracy będziemy poszukiwać kolejnych ciekawych miejsc. Być może wybierzemy się na kajaki. Ale o tym już w następnym wpisie.

 

 

opisał Maciek Roszkiewicz

Czytaj kolejną część historii